Świat oszalał na punkcie bycia zdrowym i ekologicznym. Dookoła wszyscy zaczynają biegać, uprawiać nordic walking, zdrowo się odżywiać i segregować śmieci. Bycie eko jest tak modne, że zapominamy o kosztach, jakie niesie za sobą bycie eko.
Zwykły zjadacz chleba, kierując się tym, co jest modne, zaczyna kupować meble zrobione z palet, komplet wypoczynkowy obity w ekologiczną skórę, kompozytowy taras czy meblościankę z ekopłyty w sztucznej okleinie, bo chce dbać o środowisko. Problem w tym, że nie kupi mebli z palet odzyskowych, bo one nie wyglądają tak ładnie jak nowe, nie wie, że skóra ekologiczna to po prostu sztuczny produkt z popularnego PCW (którego produkcja i utylizacja bynajmniej nie jest ekologiczna), podobnie jest z kompozytami i sztucznymi okleinami czy obrzeżami.
Ile jest więc ekologii w eko?
Zastanówmy się, czy ekologicznym nazywać to, co nie powoduje chwilowego nadszarpnięcia zasobów środowiska, czy to, co nie powoduje zanieczyszczenia w trakcie produkcji i utylizacji?
W wielu krajach Europy już możemy zauważyć odwracające się trendy ekologii. Ludzie zaczynają patrzeć dalekowzrocznie na to, co dzieje się z naszą planetą. Wraca się do używanych od pokoleń materiałów: drewna w budownictwie i meblarstwie oraz na przykład skór naturalnych w tapicerstwie, kaletnictwie, przemyśle galanteryjnym czy odzieżowym. Moda na materiały zmienia się i zawsze będą pojawiały się nowe trendy, ale naturalne materiały zawsze pozostaną klasycznie ponadczasowe.
Paweł Machowski
dyrektor zarządzający Mabor Sp. j.